Zdrowe obiady do pracy za grosze: proste przepisy z sezonowych warzyw

1
133
2.5/5 - (4 votes)

Z tego artykuły dowiesz się:

Poranny pośpiech i drogie lunche – punkt wyjścia

Budzik zadzwonił 15 minut za późno, kawa stygnie na blacie, a w głowie tylko myśl: „złapię coś po drodze”. Kończy się jak zwykle – byle jaka sałatka z bistro obok biura, mała porcja, wysoka cena i uczucie głodu dwie godziny później. Tak wygląda codzienność wielu osób, które chcą jeść zdrowo, ale przegrywają z porannym chaosem.

Kiedy codziennie kupuje się gotowy lunch, pieniądze znikają szybciej, niż się wydaje. Nawet jeśli obiad „na mieście” kosztuje relatywnie mało, po zsumowaniu robi się z tego większa kwota niż rata za prąd czy internet. Do tego dochodzi jakość: za kilka łyżek sałaty z sosem majonezowym i białkiem w formie dwóch kostek kurczaka płaci się często tyle, ile wyniósłby domowy, sycący posiłek na dwa dni.

Domowy obiad w pudełku działa zupełnie inaczej. Po pierwsze, masz pełną kontrolę nad składem – wiesz, ile jest tam warzyw, białka, tłuszczu i jakiej jakości są produkty. Po drugie, masz wpływ na porcję: możesz nałożyć tyle, żeby faktycznie się najeść, a nie tylko „zaspokoić apetyt”. Po trzecie, cena takiego lunchboxa jest zwykle śmiesznie niska w porównaniu z gotowcami, szczególnie jeśli bazujesz na sezonowych warzywach.

Kluczowy przełącznik nie dzieje się jednak o 12:00 w kolejce do bistro, tylko poprzedniego wieczoru w kuchni. Wystarczy przeznaczyć 30–60 minut, by spokojnie przygotować obiady na minimum dwa dni. To nie jest projekt na cały weekend, tylko prosty nawyk, który daje realne oszczędności i lepsze samopoczucie.

Mała zmiana – pudełko zamiast kebaba czy sałatki z baru – po miesiącu robi ogromną różnicę w portfelu i w energii w ciągu dnia, szczególnie jeśli lunch opiera się na tanich, sezonowych warzywach, a nie na drogich półproduktach.

Dlaczego sezonowe warzywa to złoto dla portfela i zdrowia

Co to znaczy „sezonowe” w praktyce

Sezonowość w kuchni brzmi jak hasło z ekologicznej kampanii, a w praktyce chodzi o bardzo proste pytanie: które warzywa w danym miesiącu są naturalnie dostępne, tanie i smaczne? W polskich warunkach rok można sobie poukładać tak:

  • Wiosna: młoda kapusta, rzodkiewka, sałaty, szczypiorek, szpinak, botwinka, pierwsze nowalijki.
  • Lato: pomidory, ogórki, cukinia, bakłażan, papryka, fasolka szparagowa, młode ziemniaki.
  • Jesień: dynia, buraki, marchew, seler, pietruszka, kapusta, jarmuż, ziemniaki „zimowe”.
  • Zima: warzywa korzeniowe (marchew, pietruszka, seler), kapusta kiszona, buraki, cebula, por, mrożonki.

Sezonowe warzywa to takie, które są w danym momencie w szczycie swojej dostępności – z pola, nie z dalekiej szklarni. Dzięki temu są tańsze i smakują lepiej. Nie trzeba śledzić skomplikowanych kalendarzy: wystarczy przejść się po bazarku lub do warzywniaka i zobaczyć, czego jest najwięcej i co ma najlepszą cenę.

Ceny w sezonie kontra poza sezonem

Dobry przykład to pomidor. W sierpniu skrzynki pomidorów stoją przed sklepami, pachną, są słodkie i tanie. W lutym ten sam pomidor musi pokonać setki kilometrów, rośnie w szklarni i często jest bez smaku, a na cenówce pojawia się kwota kilka razy wyższa. Podobnie jest z papryką, ogórkiem czy cukinią.

Dla kontrastu, kapusta jesienią jest często śmiesznie tania, a w dodatku niezwykle wydajna – jedna główka starcza na kilka obiadów do pracy: surówkę, duszoną kapustę, farsz do wrapów. Jesienią tanie są też buraki, marchew, ziemniaki, dynia. Z tych produktów da się złożyć pełne, pożywne lunchboxy za naprawdę niewielkie pieniądze.

ProduktSezon wysokiPoza sezonemSmak i jakość
PomidoryLatoZimaLatem aromatyczne, słodkie; zimą wodniste
CukiniaLatoZimaLatem jędrna, tania; zimą droższa, gorsza w smaku
Kapusta białaJesień / zimaWiosnaJesienią tania, idealna do bigosu i surówek
DyniaJesieńLatoJesienią pełny smak, dobra do zupy i zapiekanek

Korzyści zdrowotne i kulinarne

Warzywa zebrane w sezonie są zwykle bogatsze w składniki odżywcze: miały czas dojrzeć na słońcu, nie musiały być sztucznie „pędzone”. Dzięki temu są bardziej wartościowe, smaczniejsze i mniej wymagają doprawiania. Zupa z dojrzałych pomidorów czy sos pomidorowo-paprykowy latem potrzebuje tylko soli, pieprzu i odrobiny ziół, żeby „zagrać”.

Sezonowość pomaga też ograniczyć „chemię” – mniej jest potrzeby długotrwałego przechowywania, gazowania czy zabezpieczania produktów przed transportem. Dla organizmu to realna ulga, szczególnie jeśli lunch do pracy staje się codziennym nawykiem, a nie wyjątkiem.

Sezon jako filtr przy wyborze obiadu

Zamiast zaczynać od przepisu wyszukanego w internecie i dopasowywać do niego zakupy, można odwrócić kolejność: spojrzeć, co jest najtańsze i najświeższe, a dopiero potem dopasować do tego pomysł na obiad. W praktyce wygląda to tak: „Widzę na bazarku dobrą cenę na cukinię i paprykę – robię leczo do lunchboxa”. Albo: „W promocji jest dynia i marchew – będzie krem z dyni i pieczone warzywa do kaszy”.

Kiedy sezon staje się głównym filtrem, przepisy same się upraszczają. Nie ma potrzeby szukania egzotycznych składników – wystarczą kasze, ryż, strączki i kilka przypraw. Całą robotę robią warzywa kupione w odpowiednim momencie roku.

Efekt uboczny jest bardzo korzystny: jedząc sezonowo, jesz różnorodnie. Wiosną dominują zielone liście, latem lekkie warzywa, jesienią i zimą bardziej sycące korzenie i kapusty. Dzięki temu dietę trudno zamienić w nudę.

Podstawy taniego gotowania do pracy – zasady, które porządkują chaos

Zasada „gotuję raz, jem kilka razy”

Największy błąd przy przygotowywaniu obiadów do pracy to myślenie kategoriami: „muszę codziennie coś ugotować”. O wiele bardziej działa podejście: „gotuję raz, jem kilka razy”. Jedno danie bazowe można wykorzystać na różne sposoby, zmieniając sos, dodatki i formę podania.

Przykład: gotujesz większą porcję kaszy jaglanej lub ryżu. Pierwszego dnia łączysz ją z leczo z cukinii, drugiego z pieczonymi burakami i fetą, trzeciego z duszoną kapustą i ciecierzycą. Baza jest ta sama, ale doświadczenie smakowe zupełnie inne. Nie trzeba codziennie obierać i pilnować garnków – wystarczy raz nastawić i rozdzielić do pudełek.

Dobrym uzupełnieniem będzie też materiał: Jadłospis na formę za mniej niż 20 zł dziennie: zdrowo, tanio i bez kombinowania — warto go przejrzeć w kontekście powyższych wskazówek.

Prosty schemat komponowania posiłku

Dobry obiad do pracy nie musi być skomplikowany, ale warto, żeby spełniał kilka warunków: sycił, dostarczał białka, warzyw i węglowodanów złożonych. Ułatwia to prosty schemat:

  • białko – np. jajka, ciecierzyca, soczewica, fasola, tofu, twaróg, czasem mięso czy ryba, jeśli zjadasz na zimno lub masz mikrofalę,
  • warzywa – świeże, duszone, pieczone lub w formie sałatki,
  • dodatki skrobiowe – kasza, ryż, makaron pełnoziarnisty, ziemniaki, bataty.

Do tego odrobina tłuszczu (olej rzepakowy, oliwa, pestki, orzechy) i przyprawy. Korzystając z sezonowych warzyw, koszt takiego posiłku można utrzymać na bardzo niskim poziomie, a jednocześnie zjeść pełnowartościowy lunch. Ten schemat pozwala szybko ocenić, czy pudełko jest „kompletne”.

Przyprawy, zioła i małe dodatki

Tanie składniki lubią towarzystwo przypraw. Kapusta z kminkiem i czosnkiem smakuje zupełnie inaczej niż sama podduszona na oleju. Marchewka podkręcona curry i papryką zyskuje orientalny charakter, a zwykła kasza z dodatkiem prażonych pestek słonecznika czy dyni staje się czymś więcej niż tylko „wypełniaczem”.

Warto mieć w kuchni kilka bazowych przypraw: sól, pieprz, papryka słodka i ostra, curry, zioła prowansalskie, majeranek, czosnek, kurkuma. Małe dodatki jak pestki słonecznika, dyni, siemię lniane czy suszone zioła kosztują na start trochę więcej, ale starczają na wiele tygodni i potrafią całkowicie odmienić tanie obiady z warzyw.

Jak unikać monotonii przy tych samych produktach

Nawet jeśli przez tydzień bazujesz na podobnych warzywach (np. dyni, kapuście i marchewce jesienią), nie musi to oznaczać nudy. Sporo zmienia forma podania:

  • te same warzywa można ugotować w zupie kremie, upiec w piekarniku i zjeść jako dodatek do kaszy albo posiekać do sałatki na zimno,
  • z kaszy możesz zrobić raz „miseczkę mocy” z warzywami, a innym razem zapiekankę z serem,
  • ten sam sos pomidorowy raz podasz z makaronem, raz jako dodatek do fasoli i ryżu.

Zasada jest prosta: zmieniasz tylko jeden element na raz – sos, formę obróbki warzyw lub dodatek skrobiowy. Dzięki temu nie spędzasz życia w kuchni, ale jednocześnie nie jesz identycznego obiadu dzień po dniu.

Sałatka w pudełku na wynos obok szklanki wody i laptopa na biurku
Źródło: Pexels | Autor: Mikhail Nilov

Zakupy z głową: jak wyjść ze sklepu z pełną torbą i pełnym portfelem

Przegląd spiżarki przed wyjściem z domu

Najtańszy produkt to ten, który już masz. Zanim pójdziesz do sklepu po „coś na obiad do pracy”, otwórz szafki i lodówkę. Często znajdziesz tam kaszę, ryż, makaron, suchą soczewicę, puszkę ciecierzycy czy mrożone warzywa. To idealna baza, którą trzeba tylko uzupełnić świeżymi sezonowymi składnikami.

Kilkuminutowy przegląd spiżarki pozwala ułożyć szybki plan: „mam kaszę gryczaną i czerwoną fasolę – dokupię paprykę, cebulę i zrobię coś w stylu wege gulaszu do pudła”. Dzięki temu w sklepie nie bierzesz „na wszelki wypadek” produktów, które potem lądują w śmietniku.

Prosta lista zakupów pod sezon

Dobrze działa metoda „trzy plus trzy”:

  • 2–3 warzywa bazowe w sezonie (np. jesienią dynia, marchew, kapusta),
  • 1–2 źródła białka (np. jajka i soczewica, albo ciecierzyca i twaróg),
  • 2 dodatki skrobiowe (np. ryż i kasza jęczmienna, albo ziemniaki i makaron pełnoziarnisty).

Do tego kilka stałych pozycji: cebula, czosnek, olej, podstawowe przyprawy. Z takiej kombinacji jesteś w stanie skomponować 3–5 różnych obiadów do pracy, zmieniając proporcje i sposób obróbki produktów. To bardzo prosty sposób na planowanie posiłków do pracy bez skomplikowanych jadłospisów.

Całe warzywa zamiast gotowców

Pakowane, już pokrojone warzywa wyglądają wygodnie, ale zwykle kosztują więcej i psują się szybciej. Główka kapusty, dynia w kawałku, kilogram marchewki czy siatka cebuli są znacznie tańsze i starczają na wiele porcji. Nawet jeśli na początku przeraża wizja „całej dyni”, wystarczy ją raz upiec na blasze, a potem wykorzystać do kilku dań.

Dobrze działa kupowanie na wagę i korzystanie z lokalnych warzywniaków czy bazarków. Często znajdziesz tam lepsze ceny na sezonowe produkty niż w markecie, a przy okazji kupisz dokładnie tyle, ile potrzebujesz do konkretnego przepisu.

Gdzie i kiedy kupować, by było taniej

Różnice cenowe między markami, bazarkiem a małym warzywniakiem bywają zaskakujące. Lato i jesień to raj dla osób, które chcą jeść tanio i zdrowo: na targach sezonowe warzywa są wtedy wyjątkowo korzystne cenowo. Z kolei zimą często opłaca się korzystać z marketów, gdy chodzi o suche produkty: kasze, strączki, mrożonki.

Dobrym nawykiem jest krótki rekonesans: przez tydzień obserwuj ceny w miejscach, po których się poruszasz. Szybko zobaczysz, gdzie lepiej kupić pomidory, a gdzie dynię. Potem wystarczy trzymać się listy i unikać przypadkowych zakupów tylko dlatego, że „ładnie wyglądało na półce”. Świadomy wybór to fundament zdrowej i taniej kuchni.

Jeżeli masz taką możliwość, rób większe zakupy raz w tygodniu, ale z głową: stałe produkty (kasze, ryż, makarony, strączki, mrożonki) kupuj tam, gdzie są najtańsze w stałej ofercie, a warzywa sezonowe tam, gdzie faktycznie są „w sezonie”, czyli na bazarku lub w warzywniaku z dużym obrotem. Dzięki temu zamiast pięciu spontanicznych wypadów po „coś na jutro” masz jeden konkretny wyjazd z listą i spokojną głową. Mniej okazji, by wrzucić do koszyka drogie przekąski „przy okazji”, więcej pieniędzy na porządne jedzenie do pudełek.

Organizacja i przygotowanie – jak ogarnąć obiady na 3–5 dni

Niedzielny wieczór, lodówka pełna przypadkowych resztek i myśl: „od jutra jem zdrowo do pracy”. Mija poniedziałek, wtorek, a ty znowu stoisz w kolejce po drogi lunch. Klucz nie leży w silnej woli, tylko w sprytnym ustawieniu kuchennych nawyków.

Na początek wystarczy jeden „blok gotowania” w tygodniu – 1,5–2 godziny, podczas których przygotowujesz bazy: gotujesz 2–3 rodzaje kasz lub ryżu, pieczesz duży arkusz warzyw, nastawiasz garnek zupy-krem i np. gotujesz jajka na twardo albo ciecierzycę. Wszystko ląduje w osobnych pojemnikach w lodówce. Później, w tygodniu, tylko składasz obiady z tych elementów, doprawiasz na świeżo i dorzucasz coś chrupiącego (pestki, surowe warzywo, zioła).

Dobrze działa prosta kolejność: najpierw włączasz piekarnik, wrzucasz na blachę pokrojone warzywa z olejem i przyprawami, potem nastawiasz kasze/ryż, a w międzyczasie kroisz bazę do zupy. Dzięki temu wszystko robi się równolegle, a ty nie masz wrażenia, że całe popołudnie spędzasz przy garach. Gdy kończysz, warzywa są upieczone, zupa zmiksowana, kasza wystudzona – wystarczy rozdzielić porcje do pudełek.

Przy planowaniu na 3–5 dni pomaga prosty schemat zapisu: kartka na lodówce z rozpisanymi pudełkami: „Pon – kasza + pieczone warzywa + jajko”, „Wt – ryż + zupa krem w termosie + kanapka z twarogiem”, „Śr – makaron + sos z soczewicy + surówka z marchewki”. Rano nie zastanawiasz się już „co zabrać”, tylko sięgasz po konkretny zestaw z lodówki. Mniej chaosu w głowie, mniejsze ryzyko, że jednak skończysz w barze mlecznym.

Sezon wiosenny – lekkie, zielone obiady do pracy

Wiosną często przychodzi nagłe przebudzenie: kurtka robi się za ciepła, a ciężkie zimowe obiady zaczynają męczyć. Wtedy aż się prosi, żeby pudełko do pracy wypełnić czymś lżejszym, ale dalej niedrogim i sycącym. Sezonowe zieleniny robią tu całą robotę.

Dobrym punktem wyjścia są „zielone miski” – baza z kaszy jaglanej, jęczmiennej lub ryżu, do tego mieszanka zieleniny: sałata, rukola, młody szpinak, ogórek, rzodkiewka, szczypiorek. Białko możesz dorzucić w najprostszej formie: jajka na twardo, kostki sera typu feta, ciecierzyca z puszki czy podsmażone na szybko tofu. Całość polewasz sosem z oleju, soku z cytryny i musztardy. Koszt niewielki, a porcja spokojnie wystarcza na długi dzień przy biurku.

Kiedy pojawia się młoda kapusta, aż szkoda jej nie wrzucić do lunchboxa. Z jednego małego główkowego kapustnika zrobisz gulasz z dodatkiem marchewki i koperku, który świetnie łączy się z ziemniakami lub kaszą pęczak. W jednej wersji przygotowujesz go z dodatkiem ciecierzycy, w drugiej – z jajkiem sadzonym na wierzchu. Dwa różne obiady z jednego garnka, oba lekkie, ale treściwe.

Podobnie działa botwina – wiele osób kojarzy ją tylko z chłodnikiem, a spokojnie zniesie kilka dni w lodówce w formie dodatku do obiadu. Jednego dnia jesz ją jako ciepłą sałatkę z czosnkiem i olejem rzepakowym, drugiego miksujesz część z ziemniakami i jogurtem na zupę-krem do termosu. Łodyżki kroisz drobno i podsmażasz z cebulą jako szybkie, wyraziste „pesto” do makaronu pełnoziarnistego. Z jednego pęczka wychodzą trzy zupełnie inne smaki, a koszt nadal zostaje po stronie „za grosze”.

Wiosna to też idealny moment na „kanapki 2.0”, które bardziej przypominają miskę niż klasyczną bułę. Dobrym trikiem jest upieczenie na raz blachy placków z płatków owsianych i jogurtu (taka grubsza tortilla), a potem traktowanie ich jak bazy pod obiad: serek wiejski, ogórek małosolny, rzodkiewka i koperek jednego dnia, a następnego hummus, sałata i resztki pieczonych warzyw. Zawijasz, owijasz w papier i masz sycący, sprytny lunch, który da się zjeść nawet przy biurku między spotkaniami.

Kiedy dni robią się dłuższe, coraz częściej wieczór ucieka na spacery czy rower zamiast na stanie przy kuchence. Tu pomagają ultra proste sałatki w stylu „wszystko z miski”: ugotowany wcześniej ryż albo kasza, puszka fasoli, pomidory koktajlowe, garść rukoli, dużo zieleniny i szybki sos z oleju, cytryny i ziół prowansalskich. Rano tylko wrzucasz porcję do pojemnika, dorzucasz pół awokado albo garść pestek słonecznika i pudełko gotowe. Minimalny wysiłek, a efekt zdecydowanie bardziej kuszący niż kolejna bułka z automatu.

Im lepiej poznasz sezonowe warzywa i swoje rytuały dnia, tym łatwiej będzie układać pudełka „z głowy”, bez wertowania przepisów. Raz wypracowany schemat – zakupy z listą, jedno większe gotowanie w tygodniu i lekkie, wiosenne kombinacje w pudełkach – robi ogromną różnicę w budżecie, ale też w tym, jak się czujesz po pracy. Zamiast wracać do domu głodny i zmęczony po drogim, byle jakim lunchu, masz spokojną głowę i więcej energii na rzeczy ważniejsze niż stanie w kolejce po jedzenie.

Pracownik biurowy je zdrowy lunch przy laptopie w pracy
Źródło: Pexels | Autor: www.kaboompics.com

Sezon letni – obiady z patelni i z pudełka zamiast budki z kebabem

Upał, klimatyzacja w biurze chodzi na pół gwizdka, a za oknem zapach frytek z budki. Zamiast stać w kolejce po ciężki obiad, możesz wyciągnąć z torby lekkie, letnie pudełko – takie, które nie rozłoży cię na resztę dnia. Letnie warzywa same proszą się o to, żeby je wrzucić do jednego garnka i mieć spokój na kilka dni.

Letnia „patelnia ratunkowa” z cukinią i pomidorami

To danie powstaje z tego, co akurat jest tanie: cukinia, papryka, pomidory, cebula, czosnek. Całość podsmażasz na oleju z dodatkiem ziół (bazylia, oregano, tymianek), doprawiasz solą i pieprzem, a na koniec dorzucasz puszkę ciecierzycy lub białej fasoli. Wychodzi coś między leczo a gulaszem warzywnym – idealne do zapakowania do pudełek na 2–3 dni.

Wariantów jest kilka: jednego dnia jesz tę „patelnię” z kaszą kuskus, drugiego z makaronem pełnoziarnistym, trzeciego po prostu z pajdą chleba żytniego. To ten sam garnek, ale inne dodatki, więc nie masz poczucia, że codziennie jesz to samo.

Do kompletu polecam jeszcze: Zdrowe dania z cukinii – od zupy po placki — znajdziesz tam dodatkowe wskazówki.

Makaron na zimno zamiast sałatki z majonezem

Latem ciężkie sałatki z majonezem robią się mało atrakcyjne – i dla żołądka, i dla portfela. Prostsze i tańsze jest pudełko z makaronem na zimno: ugotowany makaron pełnoziarnisty mieszany z pokrojonym ogórkiem, pomidorem, papryką i dużą ilością natki pietruszki lub bazylii. Do tego kostki sera (może być tańszy ser sałatkowy zamiast fety) albo puszka tuńczyka w sosie własnym.

Całość polewasz sosem z oleju, soku z cytryny i odrobiny musztardy. Taka sałatka spokojnie wytrzyma dwa dni w lodówce, a makaron z dnia na dzień wręcz lepiej przechodzi smakiem sosu. Rano tylko mieszasz porcję przed zapakowaniem, dorzucasz kilka świeżych listków bazylii na wierzch i obiad gotowy.

Tanie chłodniki i zupy na ciepłe dni

Gorąco, a ty nie masz ochoty na nic poza czymś zimnym i lekkim – to idealny moment na chłodniki i lekkie zupy. Klasyk to chłodnik z botwiny i jogurtu, ale równie dobrze sprawdzi się zupa na bazie jogurtu naturalnego, ogórka, koperku i szczypiorku. Wystarczy zmiksować część warzyw, część zostawić w kawałkach, doprawić solą, pieprzem i czosnkiem.

Do zupy dorzuć garść ugotowanej kaszy jęczmiennej albo kilka ugotowanych ziemniaków – od razu robi się bardziej treściwa. W termosie obiadowym trzyma przyjemny chłód, a jeżeli w pracy masz lodówkę, po prostu trzymasz tam pojemnik i jesz, gdy dopadnie cię głód.

Placki z patelni na kilka dni

Latem aż się prosi o wykorzystanie cukinii, marchewki czy młodych ziemniaków w formie placków. Wystarczy zetrzeć warzywa na tarce, dodać jajko, odrobinę mąki pełnoziarnistej, sól, pieprz i ulubione zioła, a potem smażyć na niewielkiej ilości oleju. Placki dobrze znoszą przechowywanie – po wystudzeniu można je wstawić do lodówki i przez 2–3 dni odświeżać na suchej patelni.

Do pudełka dorzuć sos jogurtowy z czosnkiem i koperkiem oraz porcję surowej sałaty lub pomidora. Zestaw jest prosty, tani i sycący, a jednocześnie lekki. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy lubią mieć coś „konkretnego” zamiast samej sałatki.

Sezon jesienny – rozgrzewające pudełka z piekarnika

Wrzesień, pierwszy chłód, a w biurze nagle wszyscy przestawiają się z sałatek na coś „na ciepło”. Właśnie wtedy piekarnik staje się najlepszym przyjacielem – robisz jedno duże pieczenie warzyw i przez pół tygodnia masz bazę do różnych obiadów do pracy.

Blacha pieczonych warzyw – baza na pół tygodnia

Wkładasz na jedną blachę ziemniaki lub bataty, marchew, buraki, cebulę i kawałki dyni. Polewasz olejem, posypujesz solą, pieprzem, majerankiem czy rozmarynem, mieszasz rękami i pieczesz, aż wszystko zmięknie i się lekko zarumieni. Potem tylko dzielisz na porcje do pudełek – jedną jesz z kaszą, drugą z jajkiem sadzonym, trzecią mieszając z ciecierzycą i koncentratem pomidorowym na szybką „potrawkę”.

Ta jedna blacha daje elastyczność: raz dodajesz więcej buraka i dyni, innym razem zi